Evrópska ungmennagáttin
Upplýsingar og tækifæri fyrir ungt fólk vítt og breitt í Evrópu.

Z nurtem i pod prąd – w kajaku (czasami pod)

© Jon Walters - flickr
Turystyczne i sportowe, slalomowe i zjazdowe, płaskie, freestyle’owe – kajaki! O tym, że wiosłowanie to piękna sprawa opowiada była drużynowa mistrzyni Polski w kajakarstwie górskim, Joanna Garlewicz

Początki wodnych dyscyplin sięgają zamierzchłych czasów. W zależności od warunków i potrzeb ludzie tworzyli różne typy małych łódek, czółen, z różnych materiałów. Do naszych czasów zachowało się wiele z nich. W canoe (których używa się do dziś) na górskich rzekach cuda wyczyniali północnoamerykańscy Indianie. Pływanie w kajakach po morzu do perfekcji doprowadzili m.in. Eskimosi. W małe łodzie zaopatrzeni też byli (i są) rdzenni mieszkańcy Amazonii, wysp Oceanii... A teraz we własny kajak zaopatrzyć się może właściwie każdy. Wiadomo jednak, śpiewać każdy może, ale nie koniecznie potrafi; jak to jest z „kajakowaniem” górskim?

 

Mówi Joanna Garlewicz, była zawodniczka kajakarstwa górskiego w nowosądeckim klubie Start oraz krakowskim AWF, złota medalistka drużynowych mistrzostw Polski, indywidualnie brązowa medalistka mistrzostw Polski, wielokrotnie stawała na podium różnych imprez, w tym za granicą. Obecnie: uczestniczka rajdów przygodowych, rowerowych, na orientację, biegów ulicznych i górskich, w tym ultramaratonów, triatlonistka z kilkoma zawodami cyklu IronMan na koncie (z sukcesami w większości z wymienionych).

 

Od czego się zaczęło? Tata wsadził cię do kajaka, dał wiosło i powiedział: płyń, dziecko? Czy nakręciłaś się sama?

 

Ha, ha, świetne pytanie :) Tato był wielokrotnym mistrzem Polski, niestety nie miałam już przyjemności widzieć go w akcji. Natomiast ze ściany rodzinnego pokoju epatowała wielka słomianka pełna dyplomów, medali, proporczyków i innych kajakowych pamiątek taty. Znamienne miejsce zajmują piękne kryształy, które w ówczesnych latach były pucharami. Po zakończeniu kariery tata został sędzią, a za nim mama i po prostu często jeździłam z nimi na zawody, mogłam się napatrzyć oraz poznać kajakowy świat, ludzi, wodę, opowieści... Zresztą moja chrzestna matka, Kunegunda Godawska, była uczestniczką IO w Monachium, gdzie zajęła 5 miejsce. Dostałam od niej breloczek pamiątkowy z tej wyjątkowej imprezy. Mam go do dzisiaj. I odkąd pamiętam chciałam pływać w kajaku. W rodzinie był opór, bo dużo chorowałam, ale wreszcie się udało przekonać rodziców. Początkowo brałam udział tylko w wakacyjnych obozach w Jurgowie, nad rzeką Białką. To najlepsze pierwsze kajakowe wspomnienia, pierwsze wodne przygody, pierwsze przyjaźnie, zauroczenia, poważne szlify i walka o miejsce na zawodach...

 

Jakie kategorie wyróżniamy w kajakarstwie górskim? Które stanowią dyscyplinę olimpijską?

 

K-1 kobiet i mężczyzn, C-1 kobiet i mężczyzn, C-2 mężczyzn. Co one oznaczają, można przeczytać w małym opracowaniu [patrz niżej]

 

Trzeba mieć do tego jakieś specjalne predyspozycje, czy „tylko” chęci i samozaparcie?

 

Myślę, że najważniejsze są chęci, determinacja, no i odwaga, ale zabawę z kajakami można zacząć od najmłodszych lat. W „kajakowaniu” oprócz warunków fizycznych ważna jest koordynacja ruchowa, refleks i odporność psychiczna. Można też dodać na marginesie, że jeszcze... fantazja. Obecnie różnice między zawodnikami są minimalne. Przygotowanie fizyczne, technika są na podobnym poziomie i wygrywa ten, kto popłynie bardziej ryzykownie i wytrzyma presję walki o medal w finale –  gdzie startuje 10 zawodników. Kajakarstwo górskie to też ciągłe podróże, po kraju i po szerokim świecie. Ciągłe wyjazdy na zgrupowania i zawody. Poznawanie nowych miejsc, nowych ludzi, szlifowanie języków. Slalom kajakowy jest coraz bardziej popularny, bardzo widowiskowy i pełen nagłych zwrotów akcji.

 

Jeżeli ktoś wkręci się na całego, chce po zawodach wspinać się na podium, ile czasu trzeba poświęcić na trening? I jak on wygląda?

 

Obowiązkowo jeden trening dziennie. Na obozach 2, 3 treningi dziennie. Kiedyś jako „trening” można też chyba było traktować konieczność tachania kajaków po kilka kilometrów dzienne, z obozu na miejsce treningu – ale teraz tego nie ma. Generalnie treningi to – w sezonie – zajęcia na wodzie, szlifowanie techniki, szybkości i wytrzymałości. Powtarzanie w nieskończoność drobnych elementów technicznych, przepływaniu określonych układów bramek, wymagających odpowiedniego ustawienia łodzi i wiosłowania tak, a nie inaczej. Cyzelowanie, doprowadzanie do perfekcji technicznych niuansów. Oswajanie się ze wzburzoną wodą, umiejętność jej czytania, przewidywania, współpracy, zachowania się podczas wywrotki płynąc głową w dół...

 

No właśnie, zawodnicy są na to przygotowani, a jakie błędy, płynąc nagle „pod kajakiem”, popełniają początkujący?

 

Myślę, że nie należy tutaj mówić o błędach, a raczej o panice. Panika może spowodować natychmiastowe opuszczenie kajaka, co na zawodach równa się dyskwalifikacji w danym przepływie. Kiedyś na ogólny wynik liczyła się suma dwóch przepływów, teraz liczy się lepszy, więc po pierwszej „kabinie” jest jeszcze szansa na wynik. Kiedyś „eskimoska”, czyli wydostanie się w kajaku spod wody, była nie lada umiejętnością. Teraz od najmłodszych lat uczy się dzieci wykonania tego elementu i praktycznie bez takiej umiejętności ani rusz. Trzeba się z tym oswoić. Najlepiej najpierw na „płaskiej” wodzie, a później tam, gdzie pod wodą nurt szarpie, wyrywa wiosło. Gdzie nieraz brakuje już tlenu w płucach, bo nie można się złożyć, trzeba poczekać na odpowiedni moment.

Trening kajakarza to jednak głównie pozytywy, m.in. dlatego, że jest bardzo wszechstronny: oprócz wspomnianych już elementów, kajakarz rozwija się na siłowni, sali gimnastycznej – gimnastyka i gry zespołowe, basen, narciarstwo klasyczne i zjazdowe, zajęcia terenowe... I tu z autopsji mogę powiedzieć, że jest to naprawdę różnorodny trening i dlatego teraz nie tylko potrafię pływać kajakiem, ale mogę się cieszyć różnymi formami aktywności fizycznej. Poza tym, podczas rajdów przygodowych i na orientację, w których biorę udział, kajaki są często jednym z etapów do pokonania.

 

A jeżeli ktoś nie ma w planach zagryzania złotych medali, a ma ochotę na coś więcej niż spływ Krutynią z rodzicami, chciałby poczuć trochę adrenaliny na górskich rzekach – od czego zacząć – i gdzie najlepiej zacząć?

 

Są różne firmy, które organizują kursy kajakarstwa. W Polsce chyba warto zacząć nad Dunajcem, to piękna i dzika rzeka, zwłaszcza tam, gdzie nie została uregulowana. Namiastkę kajakowych wrażeń mogą mieć ci, którzy wraz z flisakami spłynęli Przełomem Dunajca. A o ile przyjemniej jest płynąć o własnych siłach, pokonać bystrze, strach, a może bawić się z falami... Oprócz Dunajca jest jeszcze Poprad, Kwisa, Białka, a także specjalnie wybudowane tory w Wietrznicy, Drzewicy, Krakowie. W Polsce jest kilka klubów kajakowych: w Nowym Sączu, Drzewicy, Leśnej, Szczawnicy, Krościenku, Sromowcach i Krakowie. W tym ostatnim znajduje się Szkoła Mistrzostwa Sportowego z profilem: kajakarstwo górskie.

 

Zagnało Cię kiedyś nad jakąś naprawdę niebezpieczną rzekę, taką, na której się leci w kajaku parę metrów w dół i ląduję w kipiącej kipieli?

 

Hm, niebezpieczna to może za dużo powiedziane. Miałam raczej do czynienia z trudnymi rzekami czy torami. Rzeka Mulde w Zwickau, Isere w Bourg St. Maurice, tor kajakowy w Tacen, gdzie nie było możliwości regulacji poziomu wody i czasem było poważnie hardcorowo, zwłaszcza jak się zrobiło „kabinę”, a kajak czy wiosło spłynęło w siną dal… Była taka tendencja w budowie torów kajakowych, żeby było trudno, trudniej, a wręcz niebezpiecznie. Chodziło jednak o to, by zawodnik umiał wykorzystać, pokazać swoje umiejętności, technikę, a nie walczył o przeżycie. Przepływanie trudnych odcinków z asekuracją z brzegu dotyczy bardziej kajakarstwa turystycznego, które różni się i budową kajaka, i wyposażeniem zawodnika. Poza tym, im większe umiejętności, tym człowiek czuje się pewniej. A żeby poczuć adrenalinę, nie potrzeba kipiącej kipieli :)

 

Rozmawiał: Łukasz Smogorowski

Krajowe Biuro Eurodesk Polska

 


A na koniec, dla cierpliwych i chcących mocniej zgłębić temat (niekoniecznie głową w dół) – kilka dodatkowych informacji o kajakarstwie górskim

 

Przede wszystkim, dzieli się zasadniczo na dwie części:

 

1. Pierwszą z nich jest slalom – czyli pomykanie między bramkami. Liczy się pokonanie trasy w jak najlepszym czasie i na dodatek bezbłędnie, czyli nie dotykając palka i nie opuszczając żadnej bramki (tudzież łodzi). Opuszczenie kajaka powszechnie zwane jest „kabiną” i wiąże się z dyskwalifikacją zawodnika. Bramki składają się z dwóch palików – należy zmieścić się między nimi. Dodatkowo paliki mają kolory:

– biało-zielony – pokonujemy je zgodnie z nurtem i

– biało-czerwony – te pokonujemy pod prąd.

Przepisy dotyczące slalomu ewoluowały na przestrzeni lat. W obecnym kształcie bardzo różnią się od pierwotnych, a ich zmiany miały na celu jak najbardziej podnieść napięcie i uatrakcyjnić przepływ zawodnika na trasie. Zmienił się także sam kajak i technika pokonywania bramek. Slalom może być rozgrywany na sztucznym torze kajakowym (i jest ich coraz więcej i więcej) lub na górskiej rzece.


tor na rzece (kliknij, aby powiększyć)
 


sztuczny tor w Krakowie


2. Druga to zjazd – czyli pokonanie w jak najlepszym czasie wyznaczonego odcinka. Limit czasowy wynosi 30 minut, na bystrej, wzburzonej wodzie o trudności co najmniej III (w przedziale Wild Water I–VI, gdzie  VI jest na granicy spływalności). I tu mamy jeszcze sprint czyli odcinek 300–600 metrowy.

 

Oczywiście kajak do slalomu i do zjazdu jest całkiem inny.


kajak do slalomu (kliknij, aby powiększyć)
 

kajak zjazdowy.jpg

https://europa.eu/youth/sites/default/files/kajak%20zjazdowy.jpg

kajak zjazdowy


Mamy też podział na konkurencję K–1 kobiet i mężczyzn czyli jedna osoba siedzi w kajaku, C–1 kobiet i mężczyzn, gdzie zawodnik przyjmuje pozycję klęczną i C–2 mężczyzn, gdzie klęczy dwóch panów wiosłujących po przeciwnych stronach łodzi. Do wyboru do koloru, co kto lubi, a dodatkowo zawody rozgrywane są w tych konkurencjach indywidualnie oraz w zespołach, na które składają się 3 osoby (i płyną razem).

 

Kajakarze i kajakarki trzymają w dłoniach wiosła i pagaje. Wiosełko ma dwie łopaty ustawione względem siebie pod kątem pomiędzy 60–90 stopni, natomiast pagaj to tylko jedno pióro.




wiosło i pagaj (kliknij, aby powiększyć)


Kilka słów o historii dyscypliny

Kajaki, wzorowane na eskimoskich pojawiły się w Europie w drugiej połowie XIX wieku i wkrótce zostały spopularyzowane. W podobnym czasie w Ameryce Północnej zaczęto używać kanadyjek, które podpatrzono u Indian. Pierwsza międzynarodowa organizacja sportu kajakowego powstała w 1924 r.  w Kopenhadze. Po raz pierwszy slalom kajakowy zaistniał na IO w 1972 roku w Monachium (znacznie wcześniej na igrzyskach pojawiło się kajakarstwo regatowe, bo już w 1936 r.), na specjalnie w tym celu wybudowanym torze w Agsburgu, nazwanym Eiskanal, gdzie do dziś rozgrywane są zawody. Służy on także szerokiej rzeszy amatorów wodnych igraszek. Slalom zniknął z areny igrzysk olimpijskich na 20 lat. Powrócił na IO w Barcelonie w 1966 roku, na, podobnie jak w Monachium, specjalnie w tym celu wybudowany tor La Seu d'Urgel. Wkrótce po tym nastąpił boom sztucznych torów. Ateny, Sydney, Penrith, Shuny, Lee Valley – to akurat tory olimpijskie, ale jest mnóstwo innych: Liptovsky Mikulas, Tacen, Praga, Bratysława, Al-Ain, Kraków...

 

Na torze najnowszej generacji można zmieniać ustawienia figur wodnych, co daje możliwość wielokrotnej zmiany przepływu wody, a co za tym idzie innego ustawienia bramek. Zabawa na całego. Mamy tu też takie czary jak woda krążąca w kółko oraz wyciągi kajakowe – i tak pływać można dookoła nie wychodząc nawet z kajaka.

(oprac. Joanna Garlewicz)

Útgefið efni: Fim, 24/04/2014 - 13:05


Tweet Button: 

Skyldir tenglar


Info for young people in the western balkans

Vantar þig ráðgjöf sérfræðings?

Ask us!