Europejski Portal Młodzieżowy
Informacje i możliwości dla młodych ludzi w całej Europie

Świat w świecie

Dorota Mytych jest polską malarką, rzeźbiarką, rysownikiem, w swoich dziełach z powodzeniem stara się także łączyć elementy video i większych instalacji. Swoje prace tworzyła i wystawiała zarówno w Polsce, jak i we Włoszech, USA i Australii

Karolina Wojtal: Większość czasu spędziła pani za granicą, najpierw studia we Florencji, a później różne programy artystyczne we Włoszech, w Stanach… Czy ciągłe zmienianie miejsca pobytu nie jest zbyt męczące?
Dorota Mytych:
Nie, nie jest to męczące, chociaż to zależy od tego jak często... Przemieszczanie nie jest dla mnie męczące, tylko stymulujące. Nowe miejsca z ich zwyczajami, tradycjami, historią, roślinnością o dziwnych kształtach i wymiarach oraz zwierzętami itd. Wszystko to pomaga w odsunięciu się od moich uklepanych już nudnych ścieżek i do świeżego spojrzenia. Ciekawe jest, że bardzo często ludzie pytają się gdzie chciałabym osiąść ‘na stałe’... a ja odpowiadam, że nie wiem co to znaczy na stałe... na stałe to może się umiera...


Myślałam, że pani powie, że wychodzi za mąż…
Z tym też nie wiadomo… Zresztą z tym umieraniem tak samo. Właściwie to nic nie jest 100% pewne.


Ale czemu akurat Australia?
Powody właściwie były dwa. Kiedy skończyłam Akademię Sztuk Pięknych we Florencji, zauważyłam, że nie było tam wielu możliwości pracy dla zaczynajacego artysty, więc wiedziałam, że będę musiała wyjechać. Drugi powód to taki, że studiując we Florencji miałam chłopaka Australijczyka, również artystę, więc po skonczeniu studiów razem wyjechalismy do Melbourne. Poza tym Australia już od dziecka fascynowala mnie, była bardzo odległa od Europy i bardzo od niej inna, niewyobrażalna z ogromnymi przestrzeniami...


Przeglądając pani CV zauważyłam jednak nie tylko różnorodność krajów, ale przede wszystkim mnóstwo projektów, programów artystycznych w których brała pani udział. Które były dla pani najważniejsze?
Jeżeli chodzi o programy artystyczne, takie jak artist residency (ang. rezydencje artystyczne – ośrodki balansujące między akademicką wymianą a stypendium naukowym) to najbardziej ciekawą i (tam myślę, że zawsze będę powracać), jest MacDowell Colony. Jest to najstarsza rezydencja dla artystów na świecie, mieści się w Stanach, niedaleko Bostonu. Została założona przez pianistkę [Marian MacDowell], która wybudowała pierwsze studio dla swojego męża – kompozytora. Był to niewielki, drewniany dom. Jednak niedługo po wybudowaniu studia mąż zachorował i zmarł, ale nie oznaczało to końca  pracy pianistki. Dzięki swoim koncertom harykatywnym zbierała fundusze i budowała coraz więcej i więcej takich domów. Za każdym razem pytała artystów jak wyobrażają sobie pracownie swoich marzeń i starała się te wyobrażenia spełniać. Za jej życia powstały dziesiątki takich domów.
MacDowell Colony jest miejscem, gdzie z całego świata przyjeżdżają artyści różnego typu. Byłam tam dwa razy i za każdym razem znajomości, które zawarłam z tymi ludźmi (zwłaszcza z poetami) bardzo mnie wzbogaciły i wciąż wzbogacają, bo pozostajemy w kontakcie.

Jeżeli chodzi o edukację, to najbardziej sobie cenię naukę z artystami Rose Shakinovsky i Claire Gavronsky. Są to moje nauczycielki i mentorzy z czasów studenckich a kontynuacja nauki i pracy z nimi trwa po dzień dzisiejszy.


Czyli znów za granicą. Jednak, pomimo tego, ze tyle czasu spędza pani poza granicami kraju, to i tak wpływy Polskie są mocno widoczne w pani sztuce.
Oczywiście, ponieważ jest moje wychowanie, które zawsze we mnie gdzieś tam tkwi. Gdziekolwiek i czegokolwiek bym nie zrobiła, to jednak to, co widziałam i doświadczyłam jako dziecko ukształtowało mnie i ma ogromne znaczenie.
Na przykład „Stańczyk”, którego przygotowałam specjalnie na wystawę do Galerii EL w Elblągu (Elblag jest moim rodzinnym miastem) nawiązuje do historii Polski, do Matejki i historii sztuki. Było to niezwykle istotne, aby widz miał bliższy, bardziej osobisty kontakt z pracami, które co go otaczały podczas wystawy.

Natomiast „Portret młodzieńca”  jest to video oparte na ukradzionym przez hitlerowców obrazie Rafaela z Muzeum Czartoryskich.  Obraz, który wykonałam ze zmielonej kawy rozsypuje się, powoli zanika ale nigdy nie do końca, zawsze powraca, ponieważ on gdzieś istnieje tylko nie wiemy gdzie...
Do tego wychowania z lat dzieciństwa dołączyły się potem doświadczenia z Włoch, z Australii, ze Stanów. Na przykład z Florencji wynioslam zafascynowanie Leonardem da Vinci czy Fra Angelico itd. W ten sposób tworzy się jakby abecadło, którym się posługuję.


Stańczyk należy do cyklu crowds (ang. – tłumy). Jaka była do niego inspiracja?
Ogólnie chodzi o to, że z daleka „coś” może wygladać bardzo przekonujaco, prawdziwie, może tworzyć jedna zrozumiała całość a po bliższej inspekcji zmieniając perspektywę zauważamy, że wszystko się zmienia i przestaje być takie solidne. Nawet Stańczyk stworzony jest z ludzi. Myśląc o drzewie jako całości, kiedy przyjrzymy się mu z bliska zauważymy korę, potem żyjące w nim robaczki, potem jeszcze bliżej mamy atomy itd... Świat w świecie. Wszystko jest ciągle w takim pewnym ruchu, prawda? I sama myśl też jest ruchoma.
Jeżeli chodzi konkretnie o np. „Originate” (eng. początek) , to występuje tutaj również nawiązanie polityczne, ponieważ jako ludzie możemy powodować różne sytuacje.  Na tym rysunku jest zaznaczona czerwoną linią jedna osoba, jakby to od niej coś się zaczynało, dobrego czy też nie, początek myśli, idei nawet wielkiej ideologii, która może się stać rzeczywistością dla wielu. Bardzo zaciekawiło mnie to kiedy taka myśl powstaje i w jaki sposób zanika  jeśli nie jest wsparta.

Czy właśnie łączenie różnych technik pozwala lepiej przedstawić te pozorność? Jak wygląda tworzenie takich prac z wykorzystaniem malarstwa, grafiki, rzeźby, video…?
Tak, technika jest narzędziem do pracy, więc wybieram ją z myślą o tym co chcę zrobić, przekazać w jak najlepszy i najprostszy posób. Czasami będzie to video stworzone z ziarenek piasku aby przekazać  efemeryczność i przelotność, innym razem będzie to malutka rzeźba a brązu aby wzbudzić myśl o wielkości i znaczeniu a następnym razem malarstwo kiedy ważny jest kolor itd. W mojej pracowni mam jakby to nazwać, stanowiska pracy. Przy każdym stole/ stanowisku dzieje sie coś innego. Przy jednym pracuję nad rzeźba, potem przy drugim nad video, następne stanowisko to np. wycinanki itd...


Czy pracownia, jaką właśnie teraz pani opisała, można nazwać właśnie pracownią marzeń?
Tak, zdecydowanie. Ja mam przepiękną pracownię, z której jestem bardzo zadowolona. Kiedyś stacjonowała tu Akademia Sztuk Pięknych, ale jak tylko budynek został zwolniony, jak najszybciej go „przejęłam”.  Jest tu dużo miejsca, dobre światło, spokój… Pracownia jest niesamowicie ważna, daje poczucie neutralności.


Skąd pani wiedziała, że sztuka (uwaga na patetyczne słowo) jest pani powołaniem?
Nie wiem skąd, po prostu wiedziałam i jakoś wszystkie kroki prowadziły w tym kierunku, nie myslałam o tym zbytnio tylko po prostu tak już było. Chciałam pójść do szkoły artystycznej niestety nie przyjęto mnie do PWSSP w Gdańsku, ale za to przyjęto mnie we Florencji J. Jako dziecko prosto z przedszkola wysłano mnie do szkoły muzycznej aby grać na fortepianie i bardzo mi się to podobało. Jednak w szkole muzycznej trafilam na straszną nauczycielkę, która zraziła mnie strasznie do fortepianu, który tak bardzo lubiłam. Po męczeńskim roku w tej szkole rodzice musieli zabrać mnie stamtąd „prawie na noszach”. Jednak fortepian wciąż pozostał mi bliski,  więc pewnie gdybym nie była wizualnym artystą to zostałabym muzykiem. Ale wyszło coś innego.


Patrząc na pani prace, to chyba nie ma czego żałować?
Tak,  bardzo lubię to co robię i czuję, że to jest moje życie, że muszę i chcę to robić. Ja chyba nawet nic innego tak dobrze nie umiem jak to [śmiech].  Odkryłam, że w tym co robię mam pewna łatwość i o to właśnie chodzi. Żeby odkryć co sprawia nam w życiu łatwość i jest nam bliskie, takie normalne. W tym kierunku myślę, że dobrze jest iść, a przy tym mieć do tego czegoś szacunek i podpierać to w trudnych momentach, nie poddawać się. Jednak często odrzucamy właśnie to co jest proste, woląc się męczyć. Tworzymy dystans między tym co robimy naturalnie, a tym, co chcielibyśmy, żeby ludzie myśleli, że robimy. Tutaj trzeba by się zatrzymać i pozwolić sobie robić to, co tak naprawdę czujemy i myślimy. Tylko w tym tkwi wolność.

 

Rozmawiała Karolina Wojtal

Opublikowane: czw., 10/12/2015 - 11:34


Tweet Button: 

New!


Info for young people in the western balkans

Potrzebujesz pomocy lub porady ekspertów?

Mam pytanie

Inne strony