Portal Ghaz-Żgħażagħ Ewropej
Informazzjoni u opportunitajiet għaż-żgħażagħ madwar l-Ewropa.

Chińskie Święta w Malezji

Święta w Malezji
fot. projekt Azja
Nasze pierwsze doświadczenia z Malezji rozpoczynamy 24 grudnia 2014r. Na kolację wigilijną i całe Święta zostaliśmy zaproszeni przez Yap Lee Sweet, energiczną, totalnie zwesternizowaną Chinkę z pochodzenia.

Mimo naszych usilnych prób lub raczej ze względu na naszą nieodpartą chęć poleniuchowania jeszcze 5 minut nie zdążyliśmy na poranny pociąg, co nierozerwalnie wiązało się z dość znacznym spóźnieniem na domniemaną przez nas uroczystość.

Na miejsce dotarliśmy o 21. Ze stacji kolejowej odbiera nas Henry, najlepszy przyjaciel Sweet. Jako ciekawostkę dodamy, że Sweet to prawdziwie imię Sweet, które widnieje na jej dowodzie osobistym. Ku naszemu zdziwieniu Henry nie zawozi nas prosto do domu swojej przyjaciółki. Zamiast tego lądujemy w nocnym klubie dla chińczyków po 30stce. Okazuje się, że nasza hostka pracuje przy wyjściu z klubu jako kucharka. W menu jej stoiska z jedzeniem nie znajdziemy ryżu czy chińskich pierogów.

Po krótkim przywitaniu Sweet zaprasza nas na wieczerzę wigilijną. Smażone udka z kurczaka, krewetki w panierce, krążki cebulowe, frytki i sałatka ziemniaczana królują na naszych talerzach. Nie protestowaliśmy. Zjedliśmy wszystko ze smakiem i z poczuciem, że w podróży nie ma miejsca na zbyt skrupulatne planowanie, bo najciekawsze okazuje się to najmniej oczekiwane.

 

Pierwsze Święto spędziliśmy niemal jak prawdziwa polska, a w tym przypadku chińska chrześcijańska rodzina. Pierwszy raz w życiu uczestniczyliśmy we mszy Kościoła Baptystów. Świąteczna uroczystość nie miała określonego porządku. Wszystko odbywało się w naturalny sposób. Wesołe świąteczne piosenki były przeplatane motywacyjnymi okrzykami i przemowami pastora. Całość trwała niemal 3 godziny. Wśród wiernych przeważali Chińczycy, choć znaczącą grupę stanowili również Hindusi. Naturalnie zabrakło Malajów, którzy ze względu na swoje pochodzenie muszą pozostać przy swojej rdzennej, państwowej religii, islamie. Co ciekawe, msza prowadzona była po angielsku z pomocą tłumaczy języka mandaryńskiego i hindi.

 

Na zdjęciu: Oliwia i Jan/ projekt Azja

Po mszy i krótkiej rozmowie z pastorem poznajemy codzienne obowiązki lub z naszej perspektywy przyjemności dnia codziennego Sweet i jej rodziny. Główną atrakcją w ciągu dnia jest zwiedzanie chińskich, malajskich i czasem hinduskich food courtów w poszukiwaniu kolejnych kulinarnych doznań. Ze względu na profesję naszej hostki takie doznania zdarzały nam się średnio co godzinę podczas naszego tygodniowego pobytu w Alor Setar.

Najbardziej zasmakował nam tradycyjny placek/naleśnik malajski, roti canai w przeróżnych konfiguracjach smakowych, również w formie wielkiej trąby polanej skondensowanym mlekiem. Nie zostaliśmy jednak wielkimi fanami lodów durianowych, śmierdzącego ściekami tofu czy chińskich jajek dojrzewających przez kilka tygodni w mieszance ziemi, trawy i końskiego moczu.

 

2014_12_27

fot. projekt Azja

Po południu Sweet zabiera nas do jednego z większych chińskich food courtów w okolicy. Do godziny 22 jest tam naczelną kucharką. Około godziny drugiej wraca do miejsca, które wynajmuje przy wyjściu z klubu nocnego.

W obu miejscach czeka nas nowe wyzwanie. Na kilka godzin próbujemy swoich sił w roli kelnerów. Idzie nam całkiem nieźle, przy czym uczymy się kilku podstawowych zwrotów w języku mandaryńskim. Żałujemy tylko, że nie mogliśmy uchwycić na zdjęciach skonsternowanych chińskich gości obsługiwanych prawdopodobnie pierwszy raz w swoim mieście przez białych blondwłosych ludzi.

 

Ostatnio zaktualizowane

fot. projekt Azja

Sweet jest w pewnym sensie pracoholiczką, choć całe zarobione pieniądze przeznacza na dalekie podróże i bieżące przyjemności. Mimo swojej beztroskiej duszy i otwarcia na świat wciąż zachowuje duże przywiązanie do rodziny. Pod żadnym pozorem nie wyobraża sobie opuszczenia Alor Setar i osiedlenia się gdzieś na drugim końcu świata.

To co możemy powiedzieć o chińskiej rodzinie to przede wszystkim, że jest bardzo głośna i to w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Okrzyki bawiących się dzieciaków połączone z wiecznie przekomarzającymi się mamą Sweet, jej ciotkami i siostrami wprawiały nas w prawdziwy, rodzinny nastrój świąteczny.

 

Zdj do artykulu Sweet1

fot. projekt Azja

Wieczory i noce spędzamy w towarzystwie Sweet lub jej przyjaciół. W Alor Setar pojęcie clubbing zastępujemy foodingiem, czyli niekończącą się wyprawą po kolejnych oazach azjatyckich przysmaków. Pierwszy raz w życiu korzystamy też z popularnego szczególnie w Japonii wynajmowania salek do śpiewania karaoke. Większość młodych Chińczyków mieszka z rodzicami do bardzo późnego wieku, stąd zorganizowanie głośnego spotkania nawet dla kilku osób wymaga wynajęcia lokum. Z tą paczką przyjaciół spędzamy czas do późnych godzin nocnych zanim wylądujemy na łóżku/podłodze w sypialni Sweet, zakopani w śpiwory chroniące przed lodowatym powietrzem klimatyzacji.

 

Zdj do artykulu Sweet2

fot. projekt Azja

Tekst pochodze ze strony projektazja.pl

Pubblikat: Tne, 16/02/2015 - 13:22


Tweet Button: 

New!


Info for young people in the western balkans

Teħtieġ għajnuna jew parir espert?

Staqsina!

Links relatati