Europejski Portal Młodzieżowy
Informacje i możliwości dla młodych ludzi w całej Europie

Najtrudniejszą częścią prowadzenia firmy jest zdobycie kontaktów

fot. archiwum własne
Wiele start-upów nie jest w stanie przetrwać pierwszego roku działalności. Trzeba być tego świadomym, ale nie oznacza to, że nie należy próbować i że można zrezygnować ze swoich marzeń – mówi Agnieszka Olszewska z firmy Terra-Landscape.

Monika Toppich: Skąd pomysł na własny biznes?

Agnieszka Olszewska: Zaczęło się to jeszcze w czasie studiów inżynierskich na kierunku architektura krajobrazu, pomysł zrodził się tuż przed obroną – postanowiłam, że rozpocznę działalność w Akademickich Inkubatorach Przedsiębiorczości przy SGGW Nie chcialam tracić czasu, bo wiem, że rozkręcanie firmy może potrwać – kwestia zaistnienia strony internetowej, nawiązania początkowych kontaktów. Trwa także wdrożenie się w prowadzenie biznesu -  początkowo nie miałam o tym zielonego pojęcia!

Obawiałam się też syndromu absolwenta: ludzie liczą na to, że po uzyskaniu dyplomu otworzą się przed nimi jakieś „złote wrota” a tak wcale nie jest, stykają się z trudną rzeczywistością polskiego rynku pracy, a to może być bolesne. Potrzebowałam też po prostu środków do życia,  byłam na własnym utrzymaniu, jednoczesnie nie chciałam pracować dla kogoś.


Dlaczego?

Po kilku próbach małych prac dorywczych na umowę-zlecenie, stwierdziłam, że praca, w której w żaden sposób się nie realizuję, nie dążę co celu, tylko powtarzam codziennie jakieś czynności pracując na czyjś sukces, nie jest pomysłem dla mnie, nie jestem w stanie takiej pracy wykonywać, to dla mnie strata czasu, strata życia.


Jak wyglądał start firmy i początki działalności w AIP?

Jako studentka architektury krajobrazu pomyślałam, że właściwie tylko to byłabym w stanie robić. Słyszałam, że wiele osób po studiach otwiera małe firemki, zajmujące sie projektowaniem ogrodów. Z takim też pomysłem poszłam do Akademickich Inkubatorów Przedsiębiorczości.

Niestety okazało się, że wcale nie ma tak dużego popytu na ogrody.  Roznioslam ulotki w prawie wszystkich podwarszawskich dzielnicach, próbowałam się promować w Internecie na tyle, na ile pozwalały mi środki, ale to spotkało się z zerowym zainteresowaniem ze strony klientów. Nie zaowocowalo to żadnym nawet zapytaniem o cenę, a co dopiero zleceniem.

Uznałam, że muszę to jeszcze raz przemyśleć, być może nasz rynek nie jest jeszcze przygotowany na uslugi profesjonalnego projektowania ogrodów. Postanowiłam więc spróbować w innej materii – wpadłam na przetargi. Są to projekty finansowane z budżetu publicznego, w których nie liczy się marketing, nie trzeba się promować, żeby wziąć w nich udział. Wygrywa najniższa cena.


A tu młoda firma ma duże atuty.

Tak, próbowałam brać udział w prostych przetargach, rozszyfrowałam przepisy, nauczyłam się pisać oferty i wyszukiwać zlecenia. Jednocześnie reklamowałam się cały czas jako projektant ogrodów. Zobaczyłam w jakim stopniu każda z tych działalności przynosi dochody - okazało się, że projektowanie ogrodów nie przynosi właściwie żadnych.

To, jakie miałam wyobrażenia o prowadzeniu firmy na samym początku, zmieniło się o 180 stopni. Teraz projekty ogrodów to bardziej hobby. W dalszym ciagu projektuję, ale głównie po to, żeby przypomnieć sobie programy graficzne.


To co tak naprawdę przynosi dochody w takiej branży?

W tym momencie głównie ekspertyzy, inwentaryzacje i operaty. To są rzeczy, które gminy i instytucje od czasu do czasu muszą zrobić i mają na to budżet.


Do Portugalii trafiłaś w ramach programu Erasmus dla młodych przedsiębiorców.

Tak, przeznaczyłam ten czas na wybadanie sytuacji w Portugali. Zrobiłam kilka projektów wspólnie z portugalskim architektem. Najtrudniejszą częścią prowadzenia firmy jest zdobycie kontaktów, do tego potrzeba kilku, o ile nie kilkunastu lat. W tym momencie, po prawie 5 latach pobytu w Portugalii mogę powiedzieć, że ta siatka zaczyna się rozwijać, zaczynam widzieć pewien odzew ze strony prywatnych inwestorów.


Z tego, co mówisz, prowadzenie firmy to chyba nie tylko duże wyzwanie, ale i pewien problem…

Generalnie jestem bardzo zadowolona z mojej działalności i z tego, że nie poddałam się przez pierwsze dwa lata. Zawsze z tyłu głowy mam myśl, że moja firma musi przetrwać, że to jest mój docelowy projekt życiowy. Bardzo się cieszę z tego, co się dzieje teraz – nie zawiodła mnie intuicja, wydaje mi się, że w tym kierunku można iść dalej.

Najwiekszym problemem, trudnoscią, z jaką się zetknęłam, bylo znalezienie odpowiedniego zespołu. Długo szukalam partnera, z którym mogłabym podzielić prowadzenie firmy na zasadach 50:50. Po wielu lekcjach o ludzkich charakterach wykrystaloizowal się wreszcie wspaniały team. W dalszym ciągu uważam, że dobór odpowiednich ludzi do współpracy to kluczowe i najtrudniejsze wyzwanie dla każdego przedsiębiorcy.

Prowadzenie firmy wymaga dużej świadomości rynku, świadomości samego siebie, własnych ograniczeń i własnych możliwości. Samo rozpoczęcie nie jest gwarancją sukcesu.  Jeśli się weźmie sprawy w swoje ręce, ma się większą wolność, ale trzeba wiedzieć, co z tą wolnością zrobić i jak zagospodarować swoj czas i energię.

Trzeba przygotować się na rozczarowania i porażki, umieć wygrzebywać z różnych problematycznych sytuacji. Wiele start-upów nie jest w stanie przetrwać pierwszego roku działalności. Trzeba być tego świadomym, ale nie oznacza to, że nie należy próbować i że można zrezygnować ze swoich marzeń!

Rozmawiała: Monika Toppich

Opublikowane: pon., 02/03/2015 - 14:18


Tweet Button: 

New!


Info for young people in the western balkans

Potrzebujesz pomocy lub porady ekspertów?

Mam pytanie

Inne strony