European Youth Portal
Information and opportunities for young people across Europe.

Erasmus po sąsiedzku

Na zdjęciu: Karolina Kania
Co roku na zagraniczne uczelnie w ramach programu Erasmus+ wyjeżdża 14 tys. polskich studentów. Z Karoliną Kanią rozmawiam o wrażeniach z jej Erasmusa w Pradze.

Krzysztof Andrulonis: Jak powstał pomysł, żeby swojego Erasmusa spędzać akurat w Czechach?

Karolina Kania: To był tak naprawdę zbieg okoliczności i różnych przypadków, które spowodowały, że wybrałam Czechy, a nie Francję, gdzie miałam pierwotnie pojechać. Specjalnie dla mnie mój uniwersytet podpisał umowę o współpracy z uczelnią w Strasburgu, żebym mogła studiować tam na kierunku etnologia. Kiedy jednak zobaczyłam, że oprócz Strasburga na liście znajduje się Praga, której wcześniej nie było – impuls zdecydował, że wybrałam Czechy. Mam wielu znajomych na Uniwersytecie Karola, którzy wypowiadali się bardzo pozytywnie o moim kierunku, znałam też samą Pragę, bo mieszkam w Cieszynie, na pograniczu polsko-czeskim i mam do niej bliżej niż do Warszawy. Innym powodem było to, że francuski już umiem – w liceum byłam na wymianie z AFS we Francji, tam zdawałam maturę. Z czeskiego znałam tylko podstawy z cotygodniowych zajęć podczas studiów na Uniwersytecie Śląskim w Cieszynie.

 

Którego języka uczyło ci się łatwiej – francuskiego czy czeskiego?

Dobre pytanie! Francuski jest o wiele trudniejszym językiem dla nas, Słowian, niż czeski, który pochodzi z naszej grupy językowej. W czeski jest mnóstwo podobnych rzeczy, jak choćby odmiana przez przypadki. Z drugiej strony nie brakuje tzw. „false friends” - najlepszym przykładem jest słowo „szukać”, które po czesku oznacza uprawiać seks. Jak powiesz w Czechach, że szukasz drogi, to możesz zostać bardzo źle zrozumiany! Albo „sklep” to u Czechów piwnica. Przykłady można by mnożyć. Żeby przyspieszyć naukę czeskiego, otoczyłam się Czechami, z którymi rozmawiałam w ich ojczystym języku – to jest jedna ze strategii adaptacyjnych, jakie można przyjąć na Erasmusie.

 

Czym charakteryzują się w takim razie pozostałe?

Pierwsza to taka, że podczas wymiany wchodzisz do tej globalnej wioski i zaczynasz się kumplować z ludźmi przyjeżdżającymi na Erasmusa z całej Europy i z innych krajów na świecie – wtedy ćwiczysz angielski. Zyskujesz też znajomych w różnych częściach kontynentu. W drugiej strategii trzymasz się tylko z Polakami – zazwyczaj to nie jest trudne, bo Polacy są kwaterowani zazwyczaj wspólnie, w jednym akademiku i chodzą na te same zajęcia. Trzecia strategia, którą ja wybrałam bardzo świadomie, to otaczanie się Czechami. Udało mi się dzięki czeskiemu AFS-owi znaleźć mieszkanie z kilkoma wolontariuszami, dzięki czemu weszłam bezproblemowo w czeski krąg znajomych. Wszystkie zajęcia, oprócz komunikacji międzykulturowej, prowadzonej specjalnie dla Erasmusów, wybrałam po czesku. Na początku było to duże wyzwanie, ale ponieważ byłam jedynym obcokrajowcem na zajęciach, wykładowcy patrzyli na mnie przychylnie i wiele spraw mi ułatwiali, np. prace pisemne mogłam oddawać po polsku, a egzaminy mogłam zdawać ustnie albo ze słownikiem.

 

Jakie różnice dostrzegłaś między własną uczelnią na Śląsku a Uniwersytetem Karola w Pradze?

W sumie mamy podobne systemy edukacji, więc nie ma zbyt wielu różnic. Ale jest jedna ciekawostka: jako, że do 1993 r. Czechy i Słowacja były jednym krajem, to do dzisiaj Słowacy mają w Czechach dodatkowe przywileje. Jeden z nich jest taki, że Słowacy mogą na uczelni pisać i mówić po słowacku. Miałam jedne zajęcia ze Słowakiem, takim młodym doktorantem, który te zajęcia prowadził po słowacku. Ja też robiłam notatki po słowacku i w tym języku nauczyłam się na egzamin, po czym przychodzę i pytania dostaję po czesku. Wykładowca chciał ułatwić czeskim studentom, dając pytania w ich języku, no ale dla mnie to było utrudnienie.
 

Jakie dodatkowe formy rozwijania swoich pasji i umiejętności, poznawania innych studentów oferowała twoja uczelnia?

Na pewno była oferta sportowa i koła zainteresowań – coś na kształt naszych kół naukowych. Sama brałam udział w akcjach organizowanych przez koło etnologów. Studenci z Czech mogą też ubiegać się o dofinansowanie dla swoich projektów i badań – w Polsce jest to nadal rzadko spotykane. Oczywiście był ESN. Wiem, że działał bardzo aktywnie, organizował mnóstwo wycieczek, spotkań, wieczorków, a przed Bożym Narodzeniem wigilie studenckie, ale ja jakoś nigdy nie czułam potrzeby obcowania z innymi Erasmusowiczami, więc nie korzystałam z ich oferty.

 

Jak najchętniej spędzałaś wolny czas, który pozostawał ci po zajęciach?

Z racji tego, że zaangażowałam się w czeski AFS, to on pochłaniał mi sporo czasu. Różne warsztaty dla uczniów, w których najpierw uczestniczyłam, a potem prowadziłam, szkolenia. Później włączyłam się w ciekawy projekt „Stereotypy w nas”, organizowany przez Centrum Międzykulturowe w Pradze. Prowadziliśmy półtoragodzinne warsztaty dla licealistów. W czasie tych warsztatów były jeszcze dwie inne trenerki – ja dawałam przykłady z Polski, stereotypy z mojego życia i otoczenia. Przy okazji odwiedziłam wiele urokliwych, czeskich miasteczek. Obecnie prowadzę na Uniwersytecie Śląskim zajęcia dla osób wyjeżdżających na Erasmusa i zachęcam ich do zaangażowania się w miejscu, do którego jadą, do wyjścia poza swoją strefę komfortu, do poznawania młodych ludzi, do zaangażowania się w pracy jakiejś organizacji, nie tylko można zdobyć nowe doświadczenia, ale też znajomości, jest to też okazja do poćwiczenia języka, nabycia nowych kompetencji.

 

Na twoim blogu można zauważyć wiele wpisów dotyczących Pragi. Do których z odwiedzonych przez ciebie miejsc wracałaś najchętniej?

Generalnie kocham całą Pragę! Bardzo lubię Nowe Miasto i okolice Karlovo Namesti (Placu Karola), gdzie mieszkałam. Nad Wełtawą - niedaleko Karlovo Namesti - znajduje się nabrzeże i tam co sobotę odbywał się Farmarsky trh (targ rolniczy), a co jakiś czas też blesak (pchli targ). Uwielbiałam w sobotę chodzić tam na zakupy. Od połowy marca, kwietnia, gdy już była ładna pogoda, bardzo dużo czasu spędzaliśmy nad Wełtawą ze znajomymi. Chodziliśmy na piwo, bo tam nie ma zakazu picia alkoholu. Bardzo podoba mi się dzielnica Zizkov - panuje tam przyjemna atmosfera. No i pasaże praskie, dzięki którym można sobie skracać drogę i przechodzić tajemnymi przejściami.

 

Które z tradycyjnych czeskich świąt, tradycji, które mogłaś poznać w czasie wymiany, najbardziej przypadły ci do gustu?

Pamiętam, że na przełomie września i października, na Morawach jest święto młodego wina. W tamtym czasie znajomi przywieźli do Pragi burczak, takie młode, lekko gazowane wino. Mieliśmy wtedy wspaniałą imprezę. Później pomyślałam sobie, że miło by było pojechać kiedyś do winnic czeskich i spróbować wina w miejscu, w którym ono powstaje.

 

Które z twoich wypraw po Czechach mogłabyś polecić osobom, wolącym podróżować nieoczywistymi szlakami, odwiedzać miejsca niezasypane przez turystów?

Najbardziej podoba mi się klimat małych czeskich miasteczek. Niestety, nie miałam czasu, aby zobaczyć ich zbyt wiele, jednak z tego, co widziałam, to serdecznie polecam zwiedzenie Trzebonia, niewielkiej miejscowości na południu Czech ze wspaniałą atmosferą. Ponadto warto zatrzymać się w Czeskich Budziejowicach, Chebie oraz Ołomuńcu. Z bliższych mi stron uwielbiam przebywać w Ostrawie. Czesi mają wiele świetnych festiwali. Jeden z nich to Colours of Ostrava – taki mini Opener, nawet artyści podobni, ale zarówno bilety, jak i jedzenie i piwo na miejscu są znacznie tańsze. Polecam każdemu czeskie imprezy i generalnie Czeską Republikę, bo jest to wspaniały kraj!

Krzysztof Andrulonis

Published: Wed, 14/09/2016 - 20:30


Tweet Button: 

New!


Info for young people in the western balkans

Need expert help or advice?

Ask us!