Europejski Portal Młodzieżowy
Informacje i możliwości dla młodych ludzi w całej Europie

10 nietypowych rzeczy, których nauczyłam się na EVS-ie

Spędziłam na Islandii jako wolontariusz EVS sześć miesięcy. Moim głównym zadaniem było zajmowanie się workcampami organizowanymi przez moją organizację przyjmującą – SEEDS Iceland – na całej wyspie: od Reykjaviku po islandzkie wioski.

Myślałam, stanę się lepszym liderem, doświadczę życia w międzynarodowym środowisku, sprawdzę się w sytuacjach ekstremalnych. Owszem, tak było, nigdy jednak nie spodziewałam się, że nauczę się...
 

...jak robić na drutach tradycyjne islandzkie swetry

Nigdy nie byłam specjalnie uzdolniona manualnie, zdarzyło mi się próbować sił w origami i szkicować, nie widziałam się jednak jako osobę obdarzoną talentem. Wszystko zmieniło się po przybyciu na Islandię i znalezieniu się w środowisku, gdzie wszyscy, walcząc z zimnem i wilgocią, noszą wełniane swetry z pięknymi wzorami na dekolcie. Pierwszym pragnieniem przybysza jest więc zaopatrzenie się w jeden z nich. Ręcznie robione swetry z islandzkiej wełny kosztują jednak zazwyczaj powyżej 700 złotych, podczas gdy za samą wełnę na ich wykonanie nie płaci się więcej niż 200. Wystarczy wiedzieć, jak się do tego zabrać. Miałam szczęście, ponieważ wśród towarzyszących mi wolontariuszy były osoby, które już poznały sztukę robienia na drutach i chętnie dzieliły się swoją wiedzą. Tak zrobiłam swój pierwszy sweter. A potem następny. I kolejny na prezent. Potem znajomi zaczęli prosić o wydzierganie czegoś dla nich. I wtedy pomyślałam – czas coś z tym zrobić. I tak po powrocie do kraju powstał mój własny pomysł na mini-biznes – fanpage Jigsknits, gdzie oferuję wykonanie swetra w dowolnym rozmiarze, kolorze i wzorze. Od czasu jego założenia wydziergałam około 15 swetrów, wiele czapek i rękawiczek.
 


..jak żyć bez Internetu

Nam, Polakom, Skandynawia wydaje się nowoczesna i rozwinięta. Dlatego myślałam, że będę w nieustannym kontakcie z rodziną dzięki Internetowi. A tak naprawdę bardzo niewiele osób ma tam w domach szybką sieć, a niczym nadzwyczajnym jest wychodzenie do kawiarni, żeby pobrać większe pliki; nawet nie kupując niczego w barze. Ale to wszystko w Reykjaviku, stolicy Islandii. Na wsiach sprawa jeszcze bardziej się komplikuje. Tak, że kończysz stojąc w szczerym polu otoczony przez stado owiec, machając ręką, żeby wysłać jednego maila, podpinając się pod Internet z pobliskiego hotelu. Na dodatek już w połowie mojego pobytu zepsuł się mój laptop, a transport części z Azji trwał drugie pół. Okazało się, że, bez techniki da się żyć.
 

...że nie wszystko można mieć za pieniądze

Nie ma w tym zdaniu absolutnie nic filozoficznego, chociaż zgadzam się, że pieniądze szczęścia nie dają. Po prostu okazuje się, że na wyspie za nawet duże pieniądze niewiele można kupić. Pomimo że na Islandii stawka kieszonkowego dla wolontariuszy EVS jest najwyższa w Europie, starcza na kilka rozrywek (basen, kino, koncerty) w miesiącu. Na szczęście organizacja przyjmująca zapewnia wyżywienie, dach nad głową i transport. Gospodarowanie kieszonkowym to indywidualna sprawa wolontariusza i można wydać je w jeden wieczór w pubie lub poświecić chociażby na podróże. Uczy to też poszukiwania sposobów spędzania wolnego czasu za darmo – wtedy okazuje się, że na wiele koncertów obejmuje bezpłatny wstęp, można „wcisnąć się” na wernisaże lub wykorzystać kartę wolontariusza i poprosić o zniżki.
 

 

...że sam odpowiadasz za własne śmieci

Dosłownie. Recykling na Islandii działa w ciekawy sposób. To znaczy w domu segreguje się śmieci, później jednak należy samodzielnie zawieźć je na specjalne wysypisko śmieci i, również własnymi siłami, wrzucić do odpowiednich kubłów znajdujących się na platformach w różnych częściach pola. I tak co tydzień samochodem na koniec miasta, by swoje brudne śmieci wrzucić do odpowiedniego zbiornika. Uczy odpowiedzialności za środowisko, czyż nie?
 

...że, możesz być wegetarianinem, będąc mięsożercą

Islandia to wyspa na samym środku oceanu, wydawać by się mogło, że podstawą diety będą tam ryby. Tak naprawdę w diecie Islandczyków prędzej znaleźć można baraninę. Zarówno jednak mięso rybie, jak i owcze jest na wyspie bardzo drogie. Nie mówiąc już o wołowinie – z powodu jej zawrotnych cen zbankrutował jedyny na wyspie McDonald. Islandia znana jest też z wielorybnictwa. Ale sami Islandczycy rzadko jedzą mięso wieloryba, a jedynie nastawieni na spróbowanie czegoś nowego turyści napędzają ten okrutny proceder. W racjonalnych cenach dostępne jest jedynie mięso średniej jakości. Koniec końców byłam więc gównie na diecie wegetariańskiej, dzięki której nauczyłam się, jak eksperymentować w kuchni i że z warzyw można wyczarować wiele cudów.

 

...że dla natury jesteśmy niczym

Na Islandii jak nigdzie indziej można poczuć potęgę natury. I nie chodzi tutaj tylko o zapierające dech w piersiach lodowce, wodospady i wulkany. Natura na prawdę wpływa na twoje życie. To oznacza, że jeżeli akurat zerwała się taka wichura, że nie da się otworzyć drzwi frontowych, to dzisiaj nie wyjdziesz do kina ze znajomymi. Jeżeli akurat spadł śnieg w maju – nie wyprowadzisz owiec na pastwisko. Jeżeli cała wyspa jest sparaliżowana przez śnieżycę – musisz przeczekać ją, płacąc kilkaset złotych za noc w najbliższym hotelu. Stąd bierze się islandzkie podejście do życia, które można podsumować popularnym powiedzeniem Þetta reddast, czyli ostatecznie wszystko skończy się dobrze.
 


...jak budować domy na Islandii

Na mój ostatni workcamp wyjechałam na Fiordy Zachodnie – postrzępiony kawałek lądu na północy Islandii. Gospodarz obozu dwukrotnie reprezentował Islandię w Igrzyskach Olimpijskich w narciarstwie biegowym. W młodości jego karierę wspierała społeczność Ísafjörður, obecnie największego miasta na Fiordach, w którym żyje... 3 tysiące osób. Po latach został architektem i zdecydował, że chce odpłacić się miasteczku za okazaną pomoc. Zdecydował, że własnymi siłami postawi domek dla turystów, a zyski z jego wynajmu będzie przekazywał lokalnej organizacji narciarskiej. Tak się złożyło, że w workcampie wzięły udział same dziewczyny. Przez dwa tygodnie wierciłyśmy, cięłyśmy drewno, lałyśmy cement, wbijaliśmy gwoździe, a po pracy wracałyśmy do schroniska na szczycie góry, gdzie przez cały rok leżał śnieg, mimo że w czerwcu nigdy nie robiło się ciemno.
 

...że alkohol to już nie to samo

W Polsce rzeczą normalną jest wyjść wieczorem na drinka ze znajomymi. W Islandii panuje jednak zupełnie inna tradycja picia alkoholu, a także różni się polityka państwa. To znaczy alkohol powyżej 0,5% można dostać jedynie w państwowych sklepach otwartych w stolicy do 18, a na wsiach czasami tylko godzinę dziennie. W barach piwo można dostać zawsze, jednak w sobotnie wieczory trzeba zapłacić za nie około 35 złotych. Pomocą dla oszczędnych jest aplikacja, która wskazuje, w którym dokładnie barze i kiedy można dostać drinki w promocyjnych cenach. Gorsze od tego, za ile jest jednak to, co Islandczycy piją. Tradycyjnym mocniejszym alkoholem jest lukrecjowa czarna wódka lub ziołowo-anyżkowa, którą popija się kawałek zgniłego rekina. Obrzydliwe.
 

...jak sadzić marchewki na Islandii

Na miesiąc trafiłam na farmę położoną na najbardziej wysuniętym na południe krańcu Islandii. Wraz z uczestnikami workcampu zajmowaliśmy się tam opieką nad krowami i owcami, a także sadziliśmy, lub raczej próbowaliśmy sadzić, marchewki. Z powodu surowego klimatu proces ten jest znacznie bardziej skomplikowany niż w kontynentalnej Europie. Najpierw trzeba zasadzić ziarna, następnie własnoręcznie utworzyć foliowe tunele, działające jak szklarnie i podnoszące temperaturę wewnątrz. Później należy obsadzić cały teren trawą, aby wiatr nie wiał cennych ziaren, oraz wklepać je w ziemię, aby nie wydziobały je chciwe ptaki. A to wszystko aż do pierwszej wichury, która niszczy całą pracę i trzeba zaczynać od początku.
 

...że polski wcale nie jest najtrudniejszym językiem świata

Organizacja przyjmująca EVS zapewnia wolontariuszowi kurs podstawowy języka kraju, do którego jedzie. Pełna nadziei, mając ponad roczną podstawę w języku szwedzkim, zaczęłam swoją przygodę z islandzkim. Ten skandynawski język praktycznie nie zmienił się od tysiąca lat, więc większość podobieństw z szwedzkim czy norweskim jest dość pozorna. Dodatkowo Islandczycy tłumaczą dosłownie wszystko: zatem hot-dog to pylsa, a taki Batman... Leðurblökumanninn. Serio. Ponieważ wszyscy Islandczycy posługują się językiem angielskim, szybko wybiera się drogę na skróty, i okazuje się, że lepiej porzucić mowę wikingów.

Katarzyna Płachta

 

Opublikowane: czw., 28/07/2016 - 14:34


Tweet Button: 

New!


Info for young people in the western balkans

Potrzebujesz pomocy lub porady ekspertów?

Mam pytanie