Europejski Portal Młodzieżowy

Informacje i możliwości dla młodych ludzi w całej Europie


Przedszkole z hiszpańskim akcentem – wolontariat w Lublinie

Program Wolontariatu Europejskiego pozwala wyjechać na okres 2-12 miesięcy, by pracować i poznawać kulturę innego kraju. Właśnie w ten sposób na rok do Lublina trafiły dwie Hiszpanki: Laura and Irene. Poznajcie ich historię.

Dziewczyny w Lublinie gości fundacja Sempre a Frente. Przyjeżdżający na wschód Polski wolontariusze mogą pomagać przy różnorakich projektach prowadzonych przez organizację: wspierają działania Centrum Informacji i Rozwoju Młodzieży, pracują w świetlicy, przygotowują projekty dotyczące kultury żydowskiej, lub jak Laura i Irene, są wsparciem dla opiekunów w przedszkolach.


Niecodzienna codzienność wolontariusza

- „Pracujemy z dziećmi w wieku od 3 do 6 lat. Pomagamy nauczycielom w codziennych czynnościach: opiekujemy się podopiecznymi, przygotowujemy obiad, chodzimy wspólnie na spacery i wycieczki” – o swoim projekcie opowiada Laura.  Dziewczyny nie tylko wykonują swoje codzienne obowiązki, ale dodają też wiele od siebie: „Prowadziły już mini-lekcje hiszpańskiego dla dzieci, uczyły śpiewać piosenki, zorganizowały warsztaty artystyczne dla przedszkolaków” – dodaje Monika Mieleszko, koordynator EVS z fundacji Sempre a Frente.

Dzięki obecności wolontariuszek dzieci mają możliwość poznania hiszpańskiej kultury. Obie dziewczyny ciepło wspominają zorganizowane dla dzieci Święto Ognia – Las Fallas. - „Wspólnie zbudowaliśmy wielką postać z kartonu i papieru, ale niestety nie mogliśmy jej spalić! Zamiast tego tańczyliśmy i wspólnie się bawiliśmy” – opowiada Irene. Dziewczyny szybko zorientowały się, że mogą zrealizować więcej zadań, niż zakłada program dnia, a EVS to świetny moment na wprowadzanie w życie własnych projektów: „Udało mi się zorganizować przedstawienie teatralne dla dzieci, z żonglowaniem i zabawami” – o swoim projekcie „poza godzinami pracy” - opowiada Laura.


A po pracy...

Program EVS zakłada, że wolontariusz pracuje średnio 6 godzin dziennie. Resztę dnia można wykorzystać dowolnie. - „Będąc tutaj, staram się robić jak najwięcej. Zapisałam się na warsztaty z improwizacji teatralnej, chodzę też na tandem językowy” – mówi Laura. - „Często wychodzę do biblioteki, żeby skorzystać z Internetu i porozmawiać z rodziną” – dodaje Irene.

Dziewczyny spędzają też dużo czasu z pozostałymi wolontariuszami, z którymi dzielą mieszkanie. Łącznie jest ich pięcioro: trzy osoby z Hiszpanii, jedna z Gruzji i jedna z Azerbejdżanu.
- „Teraz kiedy robi się ciepło, wychodzimy na zewnątrz albo robimy grilla, wspólnie też podróżujemy po okolicy” – podsumowuje Irene.

Wolontariuszki mają też polskich znajomych. W odnalezieniu się w nowej sytuacji pomaga mentor, czyli osoba wybrana przez organizację przyjmującą, aby pomagać wolontariuszowi w razie problemów i spędzać wspólnie czas. W praktyce zazwyczaj mentor staje się dobrym przyjacielem. Laura dopowiada: „Także przyjaciele mojego mentora wkrótce stali się moimi przyjaciółmi i teraz wspólnie wychodzimy i korzystamy z tego, co oferuje Lublin”.


Droga do Lublina

Jak znaleźć właściwy dla siebie projekt wolontariatu europejskiego? Można szukać w bazie EVS, lub na odpowiednich grupach na Facebooku. W ten sposób do Lublina trafiła jedna z wolontariuszek: „Została wybrana dzięki otwartej rekrutacji, w której każda osoba z dowolnego kraju programu Erasmus+ mogła się do nas zgłosić” – o procesie rekrutacyjnym opowiada Monika Mieleszko. Inną drogą prowadzącą do wyjazdu na wymarzony wolontariat jest kontakt z organizacją wysyłającą. Tak do Lublina trafiła druga z wolontariuszek: „Organizacja z Alaquas w Hiszpanii przeprowadziła wewnętrzną rekrutację, w której zgłosiły się osoby chętne do udziału w naszym aktualnym projekcie i następnie poprzez wideokonferencje i rozmowy, analizę ich motywacji, oczekiwań i zaangażowania, jaki chcą wnieść w projekt, wybraliśmy odpowiednich kandydatów na udział w wolontariacie europejskim” – dodaje koordynatorka EVS.


Nie zawsze należy od razu wybrać jeden cel. - „Wyjeżdżając na EVS, chciałam przede wszystkim poprawić swój angielski, dlatego aplikowałam o wolontariat w Anglii i Irlandii. Potem moja organizacja wysyłająca zaczęła podsuwać mi oferty z Rumunii, Macedonii i Polski właśnie. I wtedy stwierdziłam, że to coś skrajnie innego niż Hiszpania, coś, o czym nigdy bym nie pomyślała i tak jestem tutaj” – wspomina Irene. Zarówno Irene, jak i Laura szukały pracy związanej z opieką nad dziećmi i różnymi drogami dotarły do lubelskiego przedszkola.

Hiszpanek przypadki w Polsce

Wyjazd na długoterminowy wolontariat to także zderzenie z nową kulturą, zwyczajami i językiem. - „W przedszkolu muszę mówić po polsku i pomagam sobie gestami i mową ciała i... jakoś mnie rozumieją!” – opowiada Irene. - „Największą próbą była właśnie praca. Dzieci nie mówią po angielsku i musiałam bardzo szybko się uczyć, by przestać powtarzać „nie rozumiem” w każdej kłopotliwej sytuacji” – wspomina Laura. O trudnościach z polskim wspomina też koordynatorka: „Na początku dziewczyny miały problem z barierą językową, ale teraz rzucają sformułowaniami jak asami z rękawa i bardzo dużo rozumieją!”. Każdy wolontariusz ma też możliwość wzięcia udziału w kursie językowym, który zapewnia organizacja przyjmująca.

Wyjazd do Lublina przyniósł też wiele niespodzianek, zwłaszcza że zarówno Irene, jak i Laura nigdy wcześniej w Polsce nie były. - „Przed przyjazdem tutaj nigdy nie widziałam śniegu. To był prawdziwy szok dla kogoś, kto pochodzi z Walencji!” – o zaskoczeniu zimą opowiada Laura. Irene zakoczył sposób bycia Polaków: „Także ludzie trochę bardziej trzymają dystans. Poza tym zauważam te małe różnice: na przykład na przejściu dla pieszych zawsze czeka się na zielone światło, nawet gdy żadne auto akurat nie przejeżdża. W Hiszpanii byłoby to nie do pomyślenia!”.


Wyjechać czy nie?

Dziewczyny zapytane, czy poradziłyby komuś innemu wyjazd na Wolontariat Europejski, bez zastanowienia przyznają, że warto spróbować swoich sił, wybrać interesujący temat i zastanowić się, na ile chciałoby się wyjechać. Zastanawiającym się przekazują, że EVS pozwala zdobyć nowe umiejętności, tak jak było w przypadku Irene: „Nauczyłam się być bardziej niezależna, bardziej dbać o swoje pieniądze, a poza tym szalenie poprawił się mój angielski. Spotkałam się z czymś zupełnie innym i pozwoliło mi się to otworzyć na nowe rzeczy”. Laura bez wahania dopowiada: „To jedyne doświadczenie w swoim rodzaju i jeżeli tylko znajdziesz w sobie motywację i chęć, to będzie niepowtarzalny czas”.

Czas szukać swojego projektu EVS, aplikować, pakować walizki i... w drogę!

Katarzyna Płachta