Europejski Portal Młodzieżowy
Informacje i możliwości dla młodych ludzi w całej Europie

Drugie życie rzeczy

Mieszkańcy kraju nad Wisłą należą do najoryginalniej ubranych nacji na świecie i bezapelacyjnie przodują w łączeniu przyjemnego - modnego z pożytecznym - ekonomicznym (© Abbey Hambright - flickr.com)
Do niedawna jeszcze nazywane były pejoratywnie „lumpeksami” czy „szpermelami”. Dzisiaj są pachnącymi anglosaską nowomową second handami – sezamami z ubraniowymi skarbami i kopalnią modowych inspiracji

Z zasobów sklepów drugiego obiegu ochoczo korzystają zarówno odżywiający się zupkami chińskimi z Biedronki studenci, jak i wcinające kawior z jesiotra najjaśniejsze gwiazdy filmu czy muzyki. Bo w ciucholandach każdy jest równy. Przynajmniej teoretycznie. W praktyce bowiem, najrówniejszy jest ten, kto ma dobre oko, spore bicepsy i mocne nerwy, bo wojny o najsmaczniejsze, dzianinowe kąski bywają tam niezwykle zacięte: trup ściele się gęsto, a farbowane fioletową płukanką włosy łowczyń bluzek, sukienek i majtek wyrywane są garściami. Przez zaciekłe konkurentki, rzecz jasna, które o takie same bluzki, sukienki i majtki walczą do ostatniej, przepełnionej adrenaliną kropli krwi.

 

Like a hobo

 

Second handy na stałe wpisały się w topografię polskich miast i wsi. W metropoliach, małymi sklepikami i potężnymi dyskontami z odzieżą używaną usiane są praktycznie wszystkie dzielnice. Cóż, mieszkańcy kraju nad Wisłą do najbogatszych nie należą. Należą za to do najlepiej i najoryginalniej ubranych nacji na świecie i bezapelacyjnie przodują w łączeniu przyjemnego (modnego) z pożytecznym (ekonomicznym). Jednak to nie w Polsce szukać należy genezy ciucholandów – rozumianych zarówno w kontekście lumpeksów dla ubogich, jak i szkatułek z odzieżowymi skarbami dla trendseterów wyznających religię spod znaku „Vogue” i prêt-à-porter. Bo second handy powstały dawno temu, daleko stąd – na zachodzie, w okresie burzliwych lat 60., kiedy umacniały się powojenne różnice klasowe i rosła populacja ludzi biednych, dla których kupno nowych, nieużywanych ubrań było jednoznaczne z przymusową głodówką. Wtedy właśnie, do specjalnie wyznaczonych dyskontów trafiała odzież z demobilu – tania, lekko zniszczona, ale piekielnie użyteczna. Wtedy też rozpętała się kolejna wojna – tym razem w Wietnamie. Na fali pacyfistycznych protestów i hippisowskich ruchów, demobilowe fatałaszki zyskały nową młodość i… nową twarz. I o ile pierwotni adresaci asortymentu lumpeksów nadal nosili mundury i bojówki tak, jak przewidywało to początkowe założenie, o tyle ukwiecone panie i długowłosi panowie spod szyldu „Make love, not war!” zaczęli przywdziewać second handowe ciuszki na znak protestu, cynicznie wyśmiewając wojenny etos.

 

Anarchy in the second hand

 

Wtedy właśnie, przynajmniej na szeroko rozumianym zachodzie, skończyła się era dyskontów dla ubogich, a zaczął czas hegemonii second handów – sklepów dla oryginalnych outsiderów i zaciekłych buntowników. Modę na ciucholandy podgrzewały rosnące w siłę na przełomie lat 70. i 80. subkultury, a trend ubierania się w sklepach z odzieżą z drugiej ręki ostatecznie umocnili brytyjscy anarchiści. To właśnie w ciucholandach znaleźć można było najłatwiej (kultowe dzisiaj) ramoneski czy wąskie, dżinsowe spodnie, które idealnie nadawały się do punkowej obróbki. To także w ciucholandach zaczynali słynni dzisiaj projektanci mody niepokornej – z rockową babcią wybiegów Vivienne Weswtood na czele. To w second handach powstawały nowe style i trendy. To do ciucholandów zaczęły przychodzić elity. Aż wreszcie – ciucholandy przybyły do Polski.

 

Być jak…

 

Ewolucja rodzimych second handów przeszła drogę bliźniaczą do ewolucji second handów zachodnich. Na samym początku nazywano je lumpeksami i kojarzono z dyskontami ze średniej jakości odzieżą, w której stołowały się (nomen omen) lumpy. Wszystko się zaczęło zmieniać, kiedy do second handów wtargnęły subkultury i… krajanie z brytyjskiej emigracji. To właśnie Polacy na Wyspach, którzy w polskim handlu angielską odzieżą upatrzyli pomysł na życiowy biznes odpowiedzialni są za to, że rodzime lumpeksy zamieniły się w modne, pachnące wielkim światem second handy. To właśnie polscy emigranci – otwierający w kraju nad Wisłą saloniki z zagraniczną, używaną odzieżą – tchnęli w ciucholandy nowe, modne życie. A wszystko za sprawą… Eltona Johna, Kate Moss czy będącego aktualnie na fali Roberta Pattisona – angielskich gwiazd największego formatu, które z dobrodziejstwa ciucholandów korzystają nader ochoczo i się tego bynajmniej nie wstydzą. Wręcz przeciwnie, bo second handy to (przynajmniej na świecie) nie tylko sposób ubierania się, ale i sposób życia.

 

D&G za złotówkę

 

Trend na bycie w zgodzie z ciucholandową modą zyskuje w Polsce coraz większa popularność. Buszującym po wieszakach, koszach i ekspozycjach z używaną odzieżą nie chodzi już (przynajmniej – nie tak bardzo) o oszczędność, ale o niepowtarzalny styl. W second handach nie tylko nie ma taśmowych kolekcji – tutaj, każdy ciuch jest niepowtarzalny, jedyny w swoim rodzaju. W ciucholandach nie ma też oklepanej mody czy zestawów z opatrzonych manekinów. W ciucholandach jest za to oryginalność, wolność, retro, vintage, ciągle tętniący bunt i Monika Brodka – jedna z najlepiej ubranych, polskich gwiazd, która do kompletowania swojej oryginalnej garderoby w szmateksach przyznaje się oficjalnie. Jakby tego było mało – w second handach znaleźć można bluzki sygnowane przez duet D&G, sukienki od Versace i płaszcze od Prady – a wszystko to za (dosłownie!) kilka złotych. Niestety, w second handach napatoczyć też się można na ufarbowane fioletową płukanką, przepychające się łokciami i hurtowo porywające z wieszaków dzianinę panie, które co lepsze kąski odsprzedają później – czy to na targówkach, czy to na aukcjach internetowych – za naprawdę grube pieniądze. Cóż, taka jest chyba niezbywalna filozofia zaszłych lumpeksów – jak chce się wyglądać modnie i nie zbankrutować, trzeba mieć dobre oko, spore bicepsy i mocne nerwy.

 

Artykuł ukazał się na portalu Kobietaa.Pl

Opublikowane: pt., 06/09/2013 - 12:19


Tweet Button: 


Info for young people in the western balkans

Potrzebujesz pomocy lub porady ekspertów?

Mam pytanie