Europejski Portal Młodzieżowy
Informacje i możliwości dla młodych ludzi w całej Europie

Krzysztof Hanke na fali

Krzysztof Hanke. Kabareciarz, aktor, podróżnik, mąż, ojciec – człowiek tysiąca twarzy.

Wiktoria Całus: W skeczu „Sanatorium” opisuje pan wizytę u lekarza, etapy podrywania kobiet oraz samo to miejsce. Czy ten skecz jest prawdziwą historią?

Krzysztof Hanke: Ta historia jest prawdziwa, powstała w momencie kiedy kabaret „Rak” był w sanatorium. Znaczy… Byliśmy w Krynicy Górskiej z występami. Postanowiliśmy przeżyć dzień jak prawdziwi kuracjusze, poszliśmy najpierw do pijalni wód mineralnych, jedni faktycznie skorzystali z tego miejsca, drudzy natomiast nalali sobie czegoś mocniejszego tak, jak nasz kolega Marian Makula… Potem poszliśmy na dancing, prawdziwy dancing właśnie do sanatorium. Często o tym opowiadałem, nie raz coś dopowiadałem, tak właśnie powstał monolog.
 

Czy każdy skecz ma swoją historię? Skąd czerpie pan inspiracje?

Nieraz po prostu musi przyjść pomysł. Teraz na tapecie mam taki dość kontrowersyjny. To monolog, który opowiada o księdzu, który przez pomyłkę zamiast biletu na pielgrzymkę do Rzymu kupił do Bangkoku, ale… Nie robię tego numeru we wszystkich środowiskach, trzeba mieć bardzo duże poczucie humoru. Wiem, że balansuję trochę na granicy, natomiast nikogo nie urażam, więc myślę, że nie ma się za co obrażać.
 

Właśnie… Czy z biegiem lat jest panu łatwiej rozbawić publiczność czy trudniej?

W tej chwili jest o tyle trudniej, że na przykład żarty dotyczące jakiegoś światopoglądu trafiają pięćdziesiąt na pięćdziesiąt. Ludzie z tej strony politycznej mają małe poczucie humoru. Poprzednia władza miała większy dystans i pozwoliła śmiać się z siebie. Teraz obserwuję, że artyści sami się cenzurują, hamują. Jestem temu przeciwny i robię to tak, jak do tej pory – jestem sobą. Może się do komuś nie podobać, miałem nawet kilka przypadków, że reprezentowałem „demonstranta” Marszu Niepodległości. Ludzie przychodzili. Nie podobało im się to, co okazywali nawet werbalnie, podnosili głos. Zawsze trafi się jakiś odsetek ludzi, który będzie najmocniej artykułował swoje niezadowolenie.
 

Nie ma więc stuprocentowego sposobu, by zadowolić polską publikę?

Ludzi bawi to, co zawsze. My wyznajemy taką zasadę w kabarecie, że przede wszystkim śmiejemy się z siebie. I na występach widowni podoba się nasz dystans do siebie. Natomiast uważam, że sytuacje w kraju mamy taką, że nawet artyści powinni się określać po której są stronie. Polityka idzie w tak złym kierunku, że wkrótce nie pozwolą nam śmiać się z niektórych rzeczy, do których właśnie powinniśmy mieć dystans.
 

Jest pan aktorem, więc… w roli kabareciarza jest panu łatwiej wygrać satyrę przed publicznością?

Jestem przede wszystkim kabareciarzem, do filmu trafiłem właśnie przez estradę. Od trzydziestu pięciu lat występuję na scenie, bo to mój żywioł. Uwielbiam mieć kontakt z ludźmi. Jak przychodzą na mój występ, zawsze mówię, że są najlepsi, bo kupili właściwe bilety. Nieważne, czy jest ich dwudziestu, czy pięćdziesięciu, czy pięć tysięcy.
 

Ma pan dwójkę dzieci, czy pomagają panu w jakiś sposób?

Moja córka pracuje u mnie w firmie, zajmuje się organizacją występów, nie tylko moich, ale i innych kabareciarzy. Stwierdziła, że skoro jestem na miejscu, to ona wyjedzie do Hiszpanii i tam popracuje. Jak wyjadę jachtować na Karaiby, córka wróci, by planować sezon kabaretowy.
 

Wracając do jachtowania… Jest pan jedynym aktorem, który przepłynął Atlantyk. Skąd ten pomysł?

Jak miałem trzynaście lat zdobyłem pierwszy patent żeglarza, w wieku szesnastu lat zrobiłem sternika. Żegluję od małego i zawsze chciałem mieć swój jacht. Pięć lat temu mi się to udało. Kupiłem piękną łódź. Na początku żeglowałem po Morzu Północnym i Norwegii, dwa lata temu przypłynąłem Atlantyk.

 

To przerażające… Nie bał się pan takiej wyprawy?

Bałem się. Jest to rzeczywiście przerażające… Przekonałem się o tym już na początku w San Miquel, gdzie fale sięgały sześciu, wiatr czterdziestu węzłów, ale dotarliśmy na miejsce.
 

No tak, marzenie spełnione.

Jak najbardziej. Wszystko, co było na Atlantyku do zobaczenia – widziałem. Wizyty wielorybów… inne zwierzątka do nasz przypływały, poza tym wielka pustynia. Wspomnienie na lata.

 

Rozmawiała: Wiktoria Całus

Fot. Wikipedia Commons

Opublikowane: pon., 02/01/2017 - 23:28


Tweet Button: 


Info for young people in the western balkans

Potrzebujesz pomocy lub porady ekspertów?

Mam pytanie