Euroopa Noorteportaal
Teave ja võimalused noortele kogu Euroopas.

To, że jest się nastolatkiem, wcale nie znaczy, że nie można pisać

fot. quattrostagioni (CC BY 2.0)
Jak wydać książkę w wieku szesnastu lat? Tomasz Sobania mieszka w Toszku i uczy się w liceum. Dzięki projektowi na stronie polakpotrafi.pl zebrał brakujące środki na sfinansowanie książki. Jego literacki debiut ukaże się w tym roku.

Natalia Śliwińska: Skąd pomysł na pisanie?

Tomasz Sobania: Zacząłem pisać jakoś w czwartej klasie podstawówki. I to dlatego, że nudziło mi się na lekcjach. Wtedy napisałem jakąś pierwszą historyjkę. Tylko, że u mnie to nie było nigdy tak, że zamierzałem napisać parę stron, ale jak książka, to książka. Chciałem, żeby było tego więcej.

Tak naprawdę nie zarobiłem jeszcze ani złotówki na książce, ale ani trochę nie żałuję tego, że to trwało tak długo, ani jeden chwili, ani jednego dnia, które spędziłem na pisaniu.

 

Czym jest dla ciebie pisanie?

To się dla mnie wiąże zawsze z jakąś wizją. Siadam do książki i wiem, że będę ją trzymał niedługo w rękach. Chociaż to nie jest jakoś specjalnie dla mnie ważne, ale to, że mam coś, nad czym mogę teraz pracować i co będzie wpływało na moją przyszłość, jest dla mnie bardzo ważne. Kiedy siadam do książki, widzę, że się rozwinąłem i to jest coś innego. Równie dobrze mógłbym usiąść do komputera i włączyć grę, a piszę, bo jest to sposób wyrażania się, ale też zrobienia czegoś innego.      

 

Nie mówię, że miałbyś siąść przed komputerem i grać, ale dlaczego akurat pisanie? Dlaczego nie sport albo jakaś inna dziedzina sztuki?

Po prostu z czasem wyszło tak, że najpierw pisałem sam dla siebie, potem tato namówił mnie, żebym pisał w komputerze i jak wyrobiłem sobie nawyk codziennego pisania. To jest dla mnie ważne, że z pisania mogę mieć coś już teraz, namacalne efekty.

 

Wspomniałeś o swoim tacie. Jak twoja rodzina reaguje na twój debiut i pasję?

Dużo musiałem udowadniać. To pisanie zawsze płynęło jakoś obok nich, nie wpływało na naszą rodzinę. To było tylko moje, ale mówiłem im o tym, że mam coraz więcej stron i byli dumni. Byli zaskoczeni tym, że mogę wydać książkę.

Próbowali mnie powstrzymać. Mówili, żebym się zastanowił albo zajął czymś innym. Narzekali na takie proste, prozaiczne rzeczy, że zamiast robić coś w domu, siadałem przy komputerze i pisałem. Zaczęli zauważać, że coś się zmienia, kiedy wstawałem przed szkołą, żeby pisać. Bywały trudne momenty. Moja mama stwierdzała, że muszę sobie odpocząć, dlatego dawała mi karę na tydzień na komputer. Najpierw się zastanawiałem czy nie powinienem poświęcić więcej czasu rodzinie, bo jest ona dla mnie bardzo ważna, ale potem pojawiało się zawsze coś takiego, co mnie utwierdzało w tym, że mam nie przestawać pisać.

 

Faktycznie, mijał ten tydzień, kiedy nie siedziałem przy komputerze, ale pisałem w zeszycie i pisałem jeszcze więcej czasami, bo byłem bardziej zdeterminowany. Był taki moment, gdzieś w styczniu na zakończenie semestru, kiedy byłem zagrożony z matematyki, a wtedy dużo się działo w związku z moją książką. Przymierzałem się do stworzenia projektu, dzięki któremu miałem zebrać pieniądze na wydanie, to podziałało na moich rodziców, doszli do wniosku, że na tym się skupiam, na tym mi zależy, a szkołę sobie olewam. Trochę tak było, faktycznie.

Nie widzę w matematyce specjalnie przyszłości, a w tym tak. Wtedy znowu dostałem karę, a wiedziałem, że muszę pracować, zająć się tym projektem. Nie wstawałem już godzinę przed pociągiem, ale dwie. Najwcześniej wstawałem o 3:50 i siedziałem, i zrobiłem to, przebrnąłem przez to wszystko.

 

Nie mam moim rodzicom tego za złe. Wiem, że oni mają inną wizję mojej przyszłości, a ja mam inną. Jak to wyjdzie, to się przekonamy. Mówili mi, żebym zostawił pisanie i wydał książkę po skończeniu liceum. Teraz jest szkoła, a później mogę sobie pisać. Wiem, że gdybym tak to potraktował, to teraz nie byłbym tutaj, nie miałbym podpisanej umowy z wydawnictwem, nie miałbym następnej książki na komputerze. To była dobra decyzja.    

 

Napisałeś „Speculo” w rok. W filmie umieszczonym na stronie polakpotrafi.pl mówisz, że zajęło ci to „aż rok”, nie sądzisz, że to jednak „tylko rok”? Niektórzy pisarze pracują wiele lat nad swoimi książkami. A ty nie dość, że napisałeś książkę w rok, to jeszcze licząc sobie szesnaście lat. W końcu „aż rok”, czy „tylko rok”?

Nazwijmy to tak, pisanie zajęło stosunkowo niedużo czasu, ale jak teraz na to patrzę, to jestem w stanie napisać nawet te dwieście osiemdziesiąt, dwieście dziewięćdziesiąt stron w dużo krótszym czasie. Mógłbym napisać to w trzy, cztery miesiące, czyli „aż rok” w tym kontekście.

Ale to ile czasu zajęło mi nie samo pisanie, ale korekta. Czytałem to ponad siedem razy. Za każdym razem jak zerkam do tego, to jest coś do poprawienia. Z tym, że napisanie tych kilkuset stron, to jest kwestią czasu, jeśli się pisze codziennie. Ja pisałem stronę dziennie, więc napisanie tych dwustu osiemdziesięciu stron zajęło około ośmiu miesięcy, tak mi się wydaje. Później bardziej się poświęcałem i więcej czasu oddawałem pisaniu, wtedy to były trzy, cztery strony na dzień i tempo wzrosło.     

 

Przejdźmy do samego „Speculo”. Czy mógłbyś wyjaśnić znaczenie tytułu?

„Speculo” to z łaciny zwierciadło. Łacina mi się podoba po prostu.

 

Na sam koniec, co doradziłbyś wszystkim młodym ludziom, którzy pragną wydać książkę?

Nigdy się nie można poddawać. Trzeba być zawziętym i wytrwałym. Poradziłbym, że to jest dobry czas, żeby zacząć. To, że jest się nastolatkiem, to wcale nie znaczy, że nie można pisać.

 

Rozmawiała: Natalia Śliwińska