European Youth Portal
Information and opportunities for young people across Europe.

Gimnazja – usuwać czy ratować?

fot. Elizabeth Albert (CC BY 2.0)
Reforma oświaty z 1999 r. stawiała gimnazjom jasny cel – przygotować młodzież do nauki w szkołach średnich. Pośród nowej ekipy rządzącej popularna jest opinia, że założenia te legły w gruzach i drogą do naprawy jest powrót starego systemu.

17 lat temu nikt nie potrafił przewidzieć, jakie skutki wywołają szerokie zmiany w systemie oświaty. Po ponad 30 latach nastąpiło odejście od tradycji szkoły podstawowej i średniej w systemie „8+4”. W zamian utworzono gimnazja – znane już w polskim systemie edukacji, jednak po raz pierwszy występujące w roli wstępu do nauki na kolejnych etapach. Program nauczania, niewprowadzający specjalizacji w podstawie programowej dla żadnego przedmiotu, miał za zadanie pozwolić młodym ludziom podjąć w pełni świadomą decyzję o swojej zawodowej przyszłości.

 

Gimnazjum miało również przynieść określone korzyści pozostałym typom szkół. W podstawówkach pozostali młodsi uczniowie, nad którymi łatwiej jest zwykle zapanować. Szkoły średnie z kolei, w myśl reformy, zajęły się edukacją osób dojrzalszych, stojących u progu dorosłości.

 

Jak wiele z tych założeń udało się zrealizować? Jedni dostrzegają wyłącznie pozytywy ze zmian, wprowadzonych przez rząd Jerzego Buzka, inni natomiast widzą szereg niedociągnięć, a same gimnazja uważają za „szkoły oderwane od życia, będące przechowalniami, w których tylko buzują hormony dojrzewających nastolatków” – opinie takie można usłyszeć szczególnie od osób starszych.

Po objęciu rządów przez PiS nowa minister oświaty, Anna Zalewska, zapowiedziała likwidację gimnazjów i przywrócenie układu, jaki panował przed 1999 rokiem. Decyzja ta wywołała medialną burzę, warto jednak przede wszystkim skupić się na opiniach tych, którzy bezpośrednio odczują skutki każdej podjętej przez rząd decyzji – a więc uczniów, rodziców oraz nauczycieli.

 

Przerywanie w połowie drogi

Wielu nauczycieli jest przeciwnych propozycjom zmian. Przede wszystkim obawiają się zniszczenia budowanej wysiłkiem tysięcy ludzi struktury gimnazjum.

- „Na początku wszyscy mieli wątpliwości, do pracy w gimnazjach przychodziliśmy pełni wątpliwości. Pierwsze miesiące były nieraz błądzeniem w ciemnościach, ciągłym rozmyślaniem nad tym, co zrobić, żeby było lepiej. Kolejne lata to były wciąż nowe problemy, ale też dużo sukcesów. Znaleźliśmy w większości przypadków takie sposoby na uczniów, aby skutecznie wpoić im wiedzę do głów” – mówią ci pedagodzy, którzy już w 1999 r. mieli za sobą kilka lat praktyki zawodowej. Także młodsza kadra dostrzega zmiany: „Nareszcie gimnazja przestano nazywać obozami dla patologicznej młodzieży, zdolnej do wszystkiego. Coraz rzadziej zdarzają się też słowa, że te trzy lata to tylko okres przejściowy przed szkołą średnią. Owszem, trochę tak jest, jednak to nie bezmyślne czekanie, tylko rozwijanie pasji i umiejętności tak, aby dziecko, po skończeniu szkoły w wieku 16 lat wiedziało, na jaki profil się udać.”

 

Można też usłyszeć głosy o sukcesach gimnazjów: „W ostatnich latach nareszcie zaczęło się dziać, przynajmniej w części szkół. Wszyscy ci nauczyciele, którzy, podobnie jak ja, zaczynali swoją przygodę z nauczaniem w nowopowstałych gimnazjach, osiągnęli taki wiek, że posiadają już bardzo wiele doświadczeń, ale wciąż mają ochotę na nowości. W ten sposób zwyczajne prowadzenie lekcji od 8 do 15 zrobiło się nudne – popularniejsze stały się różne konkursy i programy edukacyjne. Chętniej przyjmowane są także propozycje różnych szkolnych imprez. Gimnazja z bezpłciowych miejsc, do których przychodzi się, bo trzeba, stały się centrami różnych ważnych działań. Teraz wszystko to ma zostać przekreślone?” – z nieskrywanym wzburzeniem mówi Barbara, nauczycielka historii i WOS z Gimnazjum nr 37 w Szczecinie.

 

Obawa o miejsca pracy

Według różnych szacunków, wskutek likwidacji gimnazjów pracę może stracić od 15 do 20 tys. nauczycieli. Część z nich odejdzie do szkół prywatnych, część podejmie pracę w innych branżach, wielu jednak po prostu zasili szeregi bezrobotnych. Pomimo zapewnień rządu Beaty Szydło, że wszyscy pedagodzy znajdą miejsca w szkołach publicznych po ich reorganizacji, obawy pozostają duże.

 

- „W szkole uczę od 20 lat, moje przedmioty to biologia i chemia. Nie mam pewności, czy po wprowadzeniu reform znajdę pracę – pamiętajmy, że w podstawówkach są już nauczyciele przyrody, których nikt raczej nie usunie, a szkoły średnie mają dość szerokie kadry. Obawiam się zresztą, że już wkrótce mniejszą wagę będzie miało to, jaką nauczyciel ma opinię i czy potrafi przekazać wiedzę – ważniejsze będzie, czy zgodzi się on na pracę za przeciętną stawkę, a przy tym jeszcze w niepełnym często wymiarze godzin” – tak swoje obawy opisuje Małgorzata, pracująca na co dzień w gimnazjum w podszczecińskim Przecławiu.

 

Jak nauczyciele podchodzą do kwestii zmiany zawodu? Niektórzy, jak np. Katarzyna, związana z Gimnazjum nr 1 w Policach, poważnie myślą o odejściu od nauczania w szkole: „Zaczęłam myśleć nad tym zaraz po pierwszych głosach w kwestii proponowanych zmian. Myślę, że po 15 latach prowadzenia lekcji języka polskiego pożegnanie może być trudne, ale być może będzie nieuniknione."

 

Znacznie gorzej przystosowanie się do nowych warunków wyobraża sobie Alicja, nauczycielka fizyki z tego samego gimnazjum: „Trudno powiedzieć – może płatne korepetycje, może prywatne lekcje, dużym szczęściem będzie znalezienie pracy w szkole prywatnej. Jedno jest pewne – nie chcę całkowicie zmieniać swojej pracy, bo o byciu nauczycielem marzyłam od zawsze i nie mogę sobie wyobrazić siebie gdziekolwiek indziej.”

 

Uczniowie – ale po co?

O opinie warto zapytać też samych gimnazjalistów.

- „Gimnazjum uważam za miejsce, gdzie mogę się przygotować do tego, co będę robić za kilka lat. Mam czas, żeby wyrosnąć z dziecinnych zabaw i pomyśleć, jaki kierunek wybrać w liceum” – taką odpowiedź usłyszałem od Oskara, ucznia Gimnazjum Katolickiego w Szczecinie. Słychać jednak też negatywne komentarze: „Mam często poczucie straconego czasu, kiedy myślę o tych trzech latach. Ani to podstawówka, jak sama nazwa wskazuje, ucząca podstaw, bo program jednak bogatszy, ani szkoła średnia, która kształci już w określonym kierunku. Niby ciekawie, bo uzbierało się wielu znajomych, z którymi warto pogadać, ale poza tym… Trudno stwierdzić” – są to słowa Jacka, absolwenta z 2015 r.

 

Jak młodzież odnosi się do samego projektu zmian? Mateusz, uczęszczający do Gimnazjum Sportowego nr 2 w Gorzowie Wlkp., wypowiada się na ten temat krytycznie: „No i czemu to ma służyć? Znowu tylko mieszanie wszystkiego od nowa. Może i nie jest najlepiej, ale ciągłe zmiany są jeszcze gorsze”. Warto też odnieść się do słów obecnych szóstoklasistów. Tutaj słowa Tomka, ze Szkoły Podstawowej nr 1 w Stargardzie Szczecińskim: „Nie wyobrażam sobie, żeby nagle pominąć gimnazjum i iść prosto do liceum. Dlaczego? W moim odczuciu to po prostu trochę za wysoko, za duży skok, chyba bym się tam nie odnalazł.” Z kolei Paulina, uczennica 2. Liceum Ogólnokształcącego w Szczecinie mówi: „Rozumiem, po co ta reforma i sądzę, że może ona być zasadna, jednak mimo wszystko mam wrażenie, patrząc na swoich własnych kolegów z klasy trzeciej gimnazjum, że wciąganie wielu ich, niedojrzałych i trochę dziecinnych, w tryby szkoły średniej to przeciętny pomysł. Niech gimnazjum będzie czasem na rozwiązywanie wychowawczych problemów, a liceum na edukację osób już ukształtowanych, mających trochę kultury i wiedzących, dokąd chcą w życiu podążać.”

 

Czy gimnazjaliści widzą siebie w innych typach szkół? Większość z nich nie za bardzo. Na przykład Sebastian z Centrum Kształcenia Sportowego w Szczecinie: „Szkoła średnia kojarzy mi się z ciągłą nauką i zmęczeniem – nie spieszy mi się do tego za bardzo! Na podstawówkę z kolei jestem już chyba za stary – spotkać się tam np. z pierwszoklasistami to dla mnie wątpliwa przyjemność. Owszem, można od siebie roczniki oddzielać, no ale po co w takim razie robić wspólną szkołę? Żeby dzielić ją na kawałki?”

 

Gdyby decydowali rodzice…

…to prawdopodobnie projekt reformy nie ujrzałby nawet światła dziennego. Jak opowiada Aneta: „Mam córkę w pierwszej klasie i jak myślę, że miałaby ona spotykać się codziennie z czternastolatkami, którym różne pomysły uderzają do głów, to ciarki przechodzą mi po plecach. Może to wydawać się głupie i stereotypowe, ale dla mnie najważniejsze jest dobro mojego dziecka”. Po chwili do rozmowy dołączyła się Magda, która wspomniała o względach finansowych: „Znowu nowe podręczniki, wszystkie wydania, które jak dotąd funkcjonowały, pójdą na przemiał, natomiast zestawy książek prosto z drukarni to wydatek rzędu kilkuset złotych. A czy utrzymany zostanie projekt finansowania zakupów podręczników przez państwo – kto to wie?”

 

Gdyby dobrze poszukać, to znajdą się jednak i zwolennicy likwidacji gimnazjów. Głównym ich zarzutem wobec tego poziomu edukacji jest brak dyscypliny: „Dzieciaki robią co chcą, nauczyciel jest nieraz dla nich nikim, a dyrektor zamiata wszystko pod dywan, żeby nikomu nie podpaść. Nakręca się spirala kolejnych prób sprawdzenia, co jeszcze ujdzie gimnazjalistom na sucho. A później dziwić się, że niektórzy potrzebują resocjalizacji” – denerwuje się Monika, matka uczennicy 1. klasy gimnazjum.  Jak po chwili dodaje, zupełnie inną sprawą jest nieżyciowość rozwiązania: „W gimnazjum uczniom na wiele się pozwala, jednocześnie wciąż dając im różne ulgi albo ratując na siłę przed zimowaniem w którejś klasie. Po trzech latach zdaje im się, że mogą sobie pozwolić na totalne olewanie sprawy. W liceum spotyka ich jednak twarde spotkanie z rzeczywistością. Gdyby gimnazjów nie było, to udałoby się tego szoku raczej uniknąć”.

Krzysztof Andrulonis

Published: Thu, 11/02/2016 - 15:56


Tweet Button: 

New!


Info for young people in the western balkans

Need expert help or advice?

Ask us!